- 10 stopni na minusie i to z pewnym okładem. W dżinsach jak w dżinsowej zbroi na mrozie - stoisz na baczność tylko i ani rusz, a butki z odnóżami przymarzają do podłoża po całych dwóch minutach przebywania w tym samym miejscu. Do tego ani jeden promyk słońca nie wymyka się obrażonej na nas na całego pogodzie. A ja tu niosę wierzgającą rudzinkę, co krzyczy na głos: "Wsysam w siebie lato, jak dzika pszczoła wsysa miód". I już jestem gdzie indziej.Na kwietnej łące lub w lesie, na wiekowej lipie buduję bazę albo gnam na zielonym, starym rowerze dziadka z truskawkami, rozgniatającymi się w kieszeniach. Przeskakuję przez płot za kurnikiem, żeby wejść na wiśnię, sztacheta zahacza o materiał spodni, półtorej sekundy później zwisam nieuczesanymi włosami w dół. Ale wieczorem nikomu nie mówię o zadrapaniach, a sińce chowam pod piżamą.Pipi to właśnie to. To miejsce na dnie naszych serc pełne letnich tajemnic, przygód, z których nie zwierzaliśmy się dorosłym, smaku leśnych jagód i czereśni zrywanych wprost z drzewa.
- Janioł wrześniowego wieczoru zabłąkał się w trawach i krzewach. Szaro i buro dookoła, tylko słońce ostatnimi promieniami wyciąga cienie roślinności.
Chłopiec i pies. Pies i chłopiec. Kto zna te relacje ten wie, że jest to przyjaźń wyjątkowa. Psu każe przysunąć pysk do rozgrzanego czoła chłopca, który w łóżku leży z gorączką i nie odchodzić na krok, nawet w nocy. Chłopcu podpowiada, żeby swoją poduszkę wsunął pod biurko, żeby pies miał na czym leżeć, kiedy ten zalicza swój czas na granie, a tamten chce i tak być blisko. Taka przyjaźń uczy i bawi. Jest jedną z najważniejszych lekcji o tym, że "Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś"
- Podobno jesień mimozami się zaczyna... Do mnie już zajrzała jedna taka, delikatna i wrażliwa. Aż nie piszę za głośno, żeby jej nie spłoszyć. Miała być aniołem, ale jakoś tak... skrzydła się nie domalowały. A może tylko je złożyła na czas wizyty w ogrodzie.Rustykalna i utrzymana w klimacie chippy look szafka jest uszykowany do pewnego cudnego miejsca, w którym królują właśnie rośliny. I już w przyszły weekend będzie można przy niej przysiąść i chwilkę pogawędzić. Może o tym, czy panna jest aniołem, czy tylko Mimozą
Cicho i niepostrzeżenie, i na mój taras zakrada się jesień. Szarpie ziołami powiązanymi w pęki, by rozrzucać wyrwane z nich źdźbełka po kątach. Pogodą straszy myszy, które powoli zaczynają szukać kątów na przezimowanie. Ech... Jeszcze te wiaderka pokażę w podkradzionych atencjuszce kolorach i ruszam do ogrodu, żeby go przygotować na pełne jej ugoszczenie
.
- Już dawno zdecydowałam, że mój dom nie będzie statystyczny, a charakterystyczny. Meble, dodatki, a w końcu modowe trendy są przecież dla nas, a nie my dla nich. Lubię miksować nowe ze starym, sklepowe z upcyklingowym. Ale jak by nie szukać, to najlepsze są jednak meble na miarę, a chłopaki o szafko-stoliko-półce truli mi już od dawna. Potrzebny był im taki organizer we wspólnym grajdole na konsole, gry, pady i to wszystko na czym się zupełnie nie znam, a służy do przenoszenia się w alternatywne przestrzenie (ja – dinozaur - mam od tego tylko książki). A, i żeby kubek z piciem, czy jakieś jadło na tym postawić. Żeby to się mogło przemieszczać w różne miejsca i pakowne miało być. No to znalazłam drewnianego grata za 40zł w marketplejsach i kombinowałam. Zdjęć tego cuda nie mam, ale zdemontowałam, co się dało (był to jakiś rodzaj barku z roletą – solidny, drewniany w każdym razie) i kombinowałam dalej. Kółka były oczywistym dodatkiem, półki zostały, dołożyłam tylko koszyk na pomniejsze pierdółki. A kolor taki chodził ostatnio za mną ciągle – domieszany limonkowo-oliwkowy. Pomysł na malunki wpadł przypadkiem, bo markerem niechcący wyjechałam, zaznaczając linię. W każdym razie kreatywna niedziela zaliczona. Każdy dodał coś od siebie (starszak to się trochę popisał z tym panem grzybem, bo miało być szybko i od ręki), tylko na tatine malunki plecki czekają.Ja uwielbiam ten mebelek i pokazuję już teraz, bo chłopaki pewnie zaraz jakąś dziurkę na kabelek to tu, to tam wygryzą
. To kolejny aspekt, przemawiający za takimi szybkimi, budżetowymi metamorfozami.
- Anioł wrześniowej nocy wymknął się na spacer. Bo przecież tak pięknie ten granat niebo zaściela. Kształty i kolory w świetle księżyca zupełnie inne. Och! I lampki w ogrodzie się jeszcze zapaliły. Przysiada więc na ławce i z kotem na kolanach podziwia te cuda.
- Anioł pierwszej jesiennej słoty. Rozkłada skrzydła wyplecione z przydomowej roślinności i paraduje po polnych drogach w kroplach ciepłego jeszcze deszczu. Jest kolorowy i pachnące jak przedojrzałe już lato. Szaruga przychodzi jednak szybciej, dlatego zmoczone skrzydła musi potem długo suszyć przy ogniu rozpalonym w kuchennym piecu. Kicha przy tym donoście, bo o katar o tej porze roku często go dopada. Kiedy tak ze zbolałą miną grzeje zziębnięte stopy, na dworze noc granatowa nastaje.
- Wrzesień - to już za pasem jesień. Zieleń już nie tak zielona i ciepło już nie tak ciepłe. Noce w lesie ciemniejsze, a poduchy mchu, niby obłoczki zielone nasiąknięte wilgocią, że da się je wyżymać, nie są tak miłe w tuleniu do snu. Więc, gdy tylko płachty mgieł na świeżo zaoranym polu się trochę rozejdą, a słońce kraj lasu rozświetli, mały zajączek wystawia ciekawski pyszczek wprost w jego najcieplejsze promienie. Nawet ludzie w polu mu nie straszni. Zresztą i tak opiekuńcze runo pilnie strzeże malucha.
- Anioł "Boso po ściernisku" chodzi i sprawdza, czy każde źdźbło wymłócone. Jeśli, które się uchowało w całości, to łuska owsiane ziarenka cierpliwie i po kieszeniach upycha. Myszom polnym potem rozsypuje je przy miedzy. Lepiej żeby tam się towarzystwo gromadziło, bo orka jesienna za pasem. Kota polnego obłaskawił głaskaniem i nosi wygodnie umoszczonego pod pachą, by mysim zgromadzeniom nie przeszkadzał. Ech... Już ziemia niebawem ostygnie i zbryli się miejscami. Już miękko i ciepło nocami nie będzie. Gdzie by tu komorę na przezimowanie teraz znaleźć?
- Kasia podróżniczka. Kaś wędrowniczek. To już trzecia kurteczka dla niej i o niej. Lubię realizować jej zwariowane wizje, bo poza szczegółowymi wytycznymi daje mi spooooro wolnej ręki. Choć brzmi jak opis kwadratury koła, to gra zawsze (jak dotąd
). I tym razem kurtka z Kasią lecą w podróż. Poznawać i doznawać.
Kasiną uwagę przyciągnęły nastoletnie anioły i w takim klimacie miał być malunek, dopasowany charakterem do właścicielki kurtki. Czysta magia w ogrodzie już zaczyna się dziać. Już Srebrzą się między pajęczynami krople rosy i barwy się wyostrzają. Dlatego i u mnie ciut tej magii zagościło. Tym razem na wiadro - doniczkach z tematycznymi motywami.













