- Tym razem, na specjalne życzenie, dwóch przystojniaków wskoczyło do ramek, które mają już swoje lata i są zrobione z naprawdę starego drewna. Takie dekoracje są unikatowe i ponadczasowe.
- Po raz kolejny w ramie okiennej, bo tak bardzo się ten motyw spodobał. Wyjątkowa dekoracja, która przez wiele lat, a nawet pokoleń, będzie zdobiła w okresie świątecznym.
- Na pierwszym primo miejscu mój ulubiony świąteczny motyw – Dziadek do orzechów. Był na szafce, był na skrzyni – teraz wskoczył w ramę okienną. Wymalowany na sklejce brzozowej, z dodatkową zawieszką, w dowolnej wariacji, przyozdobiony światełkami lub naturalnymi gałązkami będzie pięknie dekorował wnętrze i rozsiewał klimat świąteczny. Cała kompozycja jest dość duża i z pewnością będzie wyrazistym akcentem w pomieszczeniu.
- Mróz wycyzelował mi pierwsze zimowe wzory na szybie mojego poddaszowego okna . Zimno, termometr pokazuje -5. Rozgrzewam ręce o kubek z gorącą kawą, bo właśnie wróciłam z porannej sesji moich anielic. Pędzel trochę malował sam te późnojesienne panny, dlatego jestem jeszcze głową w ich świecie i słowach, które sobie szepczą tuż przed pierwszym świtem, gdy chrzęszczą zmrożoną trawą i tuptają po ogrodzie.
- 10 stopni na minusie i to z pewnym okładem. W dżinsach jak w dżinsowej zbroi na mrozie - stoisz na baczność tylko i ani rusz, a butki z odnóżami przymarzają do podłoża po całych dwóch minutach przebywania w tym samym miejscu. Do tego ani jeden promyk słońca nie wymyka się obrażonej na nas na całego pogodzie. A ja tu niosę wierzgającą rudzinkę, co krzyczy na głos: "Wsysam w siebie lato, jak dzika pszczoła wsysa miód". I już jestem gdzie indziej.Na kwietnej łące lub w lesie, na wiekowej lipie buduję bazę albo gnam na zielonym, starym rowerze dziadka z truskawkami, rozgniatającymi się w kieszeniach. Przeskakuję przez płot za kurnikiem, żeby wejść na wiśnię, sztacheta zahacza o materiał spodni, półtorej sekundy później zwisam nieuczesanymi włosami w dół. Ale wieczorem nikomu nie mówię o zadrapaniach, a sińce chowam pod piżamą.Pipi to właśnie to. To miejsce na dnie naszych serc pełne letnich tajemnic, przygód, z których nie zwierzaliśmy się dorosłym, smaku leśnych jagód i czereśni zrywanych wprost z drzewa.
- Janioł wrześniowego wieczoru zabłąkał się w trawach i krzewach. Szaro i buro dookoła, tylko słońce ostatnimi promieniami wyciąga cienie roślinności.
Chłopiec i pies. Pies i chłopiec. Kto zna te relacje ten wie, że jest to przyjaźń wyjątkowa. Psu każe przysunąć pysk do rozgrzanego czoła chłopca, który w łóżku leży z gorączką i nie odchodzić na krok, nawet w nocy. Chłopcu podpowiada, żeby swoją poduszkę wsunął pod biurko, żeby pies miał na czym leżeć, kiedy ten zalicza swój czas na granie, a tamten chce i tak być blisko. Taka przyjaźń uczy i bawi. Jest jedną z najważniejszych lekcji o tym, że "Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś"
- Podobno jesień mimozami się zaczyna... Do mnie już zajrzała jedna taka, delikatna i wrażliwa. Aż nie piszę za głośno, żeby jej nie spłoszyć. Miała być aniołem, ale jakoś tak... skrzydła się nie domalowały. A może tylko je złożyła na czas wizyty w ogrodzie.Rustykalna i utrzymana w klimacie chippy look szafka jest uszykowany do pewnego cudnego miejsca, w którym królują właśnie rośliny. I już w przyszły weekend będzie można przy niej przysiąść i chwilkę pogawędzić. Może o tym, czy panna jest aniołem, czy tylko Mimozą
Cicho i niepostrzeżenie, i na mój taras zakrada się jesień. Szarpie ziołami powiązanymi w pęki, by rozrzucać wyrwane z nich źdźbełka po kątach. Pogodą straszy myszy, które powoli zaczynają szukać kątów na przezimowanie. Ech... Jeszcze te wiaderka pokażę w podkradzionych atencjuszce kolorach i ruszam do ogrodu, żeby go przygotować na pełne jej ugoszczenie
.
- Już dawno zdecydowałam, że mój dom nie będzie statystyczny, a charakterystyczny. Meble, dodatki, a w końcu modowe trendy są przecież dla nas, a nie my dla nich. Lubię miksować nowe ze starym, sklepowe z upcyklingowym. Ale jak by nie szukać, to najlepsze są jednak meble na miarę, a chłopaki o szafko-stoliko-półce truli mi już od dawna. Potrzebny był im taki organizer we wspólnym grajdole na konsole, gry, pady i to wszystko na czym się zupełnie nie znam, a służy do przenoszenia się w alternatywne przestrzenie (ja – dinozaur - mam od tego tylko książki). A, i żeby kubek z piciem, czy jakieś jadło na tym postawić. Żeby to się mogło przemieszczać w różne miejsca i pakowne miało być. No to znalazłam drewnianego grata za 40zł w marketplejsach i kombinowałam. Zdjęć tego cuda nie mam, ale zdemontowałam, co się dało (był to jakiś rodzaj barku z roletą – solidny, drewniany w każdym razie) i kombinowałam dalej. Kółka były oczywistym dodatkiem, półki zostały, dołożyłam tylko koszyk na pomniejsze pierdółki. A kolor taki chodził ostatnio za mną ciągle – domieszany limonkowo-oliwkowy. Pomysł na malunki wpadł przypadkiem, bo markerem niechcący wyjechałam, zaznaczając linię. W każdym razie kreatywna niedziela zaliczona. Każdy dodał coś od siebie (starszak to się trochę popisał z tym panem grzybem, bo miało być szybko i od ręki), tylko na tatine malunki plecki czekają.Ja uwielbiam ten mebelek i pokazuję już teraz, bo chłopaki pewnie zaraz jakąś dziurkę na kabelek to tu, to tam wygryzą
. To kolejny aspekt, przemawiający za takimi szybkimi, budżetowymi metamorfozami.
- Anioł wrześniowej nocy wymknął się na spacer. Bo przecież tak pięknie ten granat niebo zaściela. Kształty i kolory w świetle księżyca zupełnie inne. Och! I lampki w ogrodzie się jeszcze zapaliły. Przysiada więc na ławce i z kotem na kolanach podziwia te cuda.
- Anioł pierwszej jesiennej słoty. Rozkłada skrzydła wyplecione z przydomowej roślinności i paraduje po polnych drogach w kroplach ciepłego jeszcze deszczu. Jest kolorowy i pachnące jak przedojrzałe już lato. Szaruga przychodzi jednak szybciej, dlatego zmoczone skrzydła musi potem długo suszyć przy ogniu rozpalonym w kuchennym piecu. Kicha przy tym donoście, bo o katar o tej porze roku często go dopada. Kiedy tak ze zbolałą miną grzeje zziębnięte stopy, na dworze noc granatowa nastaje.













