Obraz
Moja Pipi
10 stopni na minusie i to z pewnym okładem. W dżinsach jak w dżinsowej zbroi na mrozie – stoisz na baczność tylko i ani rusz, a butki z odnóżami przymarzają do podłoża po całych dwóch minutach przebywania w tym samym miejscu. Do tego ani jeden promyk słońca nie wymyka się obrażonej na nas na całego pogodzie. A ja tu niosę wierzgającą rudzinkę, co krzyczy na głos: „Wsysam w siebie lato, jak dzika pszczoła wsysa miód”. I już jestem gdzie indziej.
Na kwietnej łące lub w lesie, na wiekowej lipie buduję bazę albo gnam na zielonym, starym rowerze dziadka z truskawkami, rozgniatającymi się w kieszeniach. Przeskakuję przez płot za kurnikiem, żeby wejść na wiśnię, sztacheta zahacza o materiał spodni, półtorej sekundy później zwisam nieuczesanymi włosami w dół. Ale wieczorem nikomu nie mówię o zadrapaniach, a sińce chowam pod piżamą.
Pipi to właśnie to. To miejsce na dnie naszych serc pełne letnich tajemnic, przygód, z których nie zwierzaliśmy się dorosłym, smaku leśnych jagód i czereśni zrywanych wprost z drzewa.
| Materiał | sklejka, rama okienna |
|---|---|
| Technika | akryl |
| Rozmiar | 41x46cm |







